Kursy językowe
Kursy intensywne lub przyspieszone, semestralne lub miesięczne. Business English, kursy weekendowe, powtórki z gramatyki - a coraz rzadziej w ofertach rozmaitych szkół znajdujemy tradycyjne kursy językowe.
Czy to znaczy, że nikt już nie ma cierpliwości do języków? Nikt nie chce uczyć się, powiedzmy, dwa razy w tygodniu po dwie godziny lekcyjne, powoli i regularnie przyswajając wiedzę? Czy to prawda, że takie kursy wyszły z mody, bo teraz trzeba działać szybko, energicznie i skutecznie, a ten skutek ma być osiągany natychmiast?
Oszczędność
Wygląda jednak na to, że chociaż można szybciej - większość woli wolniej. Kursy tradycyjne cieszą się bowiem niesłabnącym powodzeniem. Może się to wydawać dziwne w dzisiejszych czasach, kiedy liczy się każda chwila w wyścigu na rynku pracy, a znajomość języków obcych jest dla pracodawców podstawowym atutem. Są jednak dwie przyczyny takiego stanu rzeczy - pieniądze i czas.
Cena kursu intensywnego w przeliczeniu na godziny jest właściwie taka sama jak tradycyjnego. Tyle że kurs intensywny wymaga dokonywania kilkusetzłotowych wpłat co miesiąc albo wręcz co dwa tygodnie. Przy kursie tradycyjnym te same pieniądze płaci się raz w semestrze.
Niewiele też osób jest w stanie poświęcić każde wolne popołudnie (o ile dysponuje w ogóle wolnym popołudniem), ranek czy wieczór na naukę języka.
I chyba tylko dlatego w większości szkół w Warszawie nadal dominują kursy tradycyjne. Ale gdyby się dało - wszyscy chcieliby uczyć się intensywnie i nie chodzi tu tylko o modę.
To się wiąże z rzeczywistymi potrzebami, z dynamicznym rynkiem pracy, taki kurs to po prostu inwestycja - uważa Jolanta Badowska z Towarzystwa Wiedzy Powszechnej, które również organizuje różnego rodzaju kursy językowe. - A kiedy inwestujemy pieniądze, interesuje nas, jak szybko one nam się zwrócą - dodaje.
I rzeczywiście - jeśli mamy czas i pieniądze - po co czekać dwa lata, aż zaczniemy swobodnie porozumiewać się w obcym języku skoro można to samo osiągnąć w miesiąc? Ale czy rzeczywiście osiągniemy to samo?
Powtórki
Miłosz Fryckowski, współwłaściciel Warsaw Study Center, stanowczo opowiada się za kursami tradycyjnymi.
Najważniejsze jest, by mieć stały kontakt z językiem. Zwykły kurs kilkuletni taki właśnie kontakt zapewnia. I to jest bardzo ważne. Nic nie osiągniemy, jeśli przez miesiąc będziemy się uczyć kilka godzin dziennie, a potem w ogóle. Zmarnujemy w ten sposób dużo czasu i pieniędzy - uważa.
Mimo to przyznaje, że popularność kursów przyspieszonych wzrasta. - Nie nastąpił tu zasadniczy przełom, ale więcej osób wybiera kursy intensywne niż parę lat temu. Tu działa psychologia, ludzie chcą wierzyć, że w miesiąc nauczą się języka - przypuszcza Miłosz Fryckowski.
Broni skuteczności tradycyjnych, długich kursów, intensywne doradzając tym, którzy rzeczywiście z istotnych przyczyn (np. wyjazd, awans) muszą w krótkim czasie opanować dużo nowego materiału.
Także Katarzyna Włodarek z Lingwisty doradza uczniom raczej tradycyjne kursy: - Intensywne mają oczywiście wiele zalet, są krótkie i przy odpowiednim podejściu równie skuteczne, ale nie wystarczy samo chodzenie na kurs - trzeba drugie tyle czasu pracować w domu.
Lektorzy zwracają też uwagę, że zawsze bardzo ważna jest praca w domu - odrabianie zadanych przez lektora prac i powtarzanie materiału. Na kursie intensywnym ta praca w domu musi być, niestety, równie intensywna. Kurs tradycyjny nie jest do tego stopnia obciążający - materiału do przerobienia w domu jest o wiele mniej, lektorowi łatwiej jest mobilizować uczniów, a uczniowie nie zniechęcają się tak łatwo.
I to jest kolejna przewaga normalnych kursów nad przyspieszonymi. Normalnie materiał rozplanowany jest tak, by swobodnie dało się go przyswoić w kilka semestrów - przerabiany w miesiąc może przytłaczać i zniechęcać. Jolanta Badowska z TWP niektórym osobom stanowczo radziłaby kursy tradycyjne: - Przede wszystkim tym, którzy nie mają zdolności językowych. Ich szybkie tempo nauki jeszcze bardziej zniechęca, nie mogą bowiem nadążyć za grupą. Również osobom starszym i tym, które nie mają czasu na solidną pracę w domu, doradzam kursy tradycyjne. Nauka tradycyjna jest wolniejsza, ale też zgodna z najnowocześniejszymi metodami nauczania. Efekty są te same, tylko osiągane później - mówi Jolanta Badowska.
Efekty
Na tradycyjnych kursach kształtuje się równocześnie cztery umiejętności językowe - czytanie, pisanie, mówienie i rozumienie ze słuchu.
Można jednak znaleźć też takie kursy, które kładą szczególny nacisk na jedną z nich, przede wszystkim mówienie i rozumienie. To rozwiązanie jest dobre dla osób, których nie interesuje gramatyka i nie przygotowują się do żadnych egzaminów - chcą po prostu jak najszybciej zacząć praktycznie wykorzystywać swoje umiejętności.
Po jednym semestrze nauki uczeń umie już się porozumiewać w najprostszych sytuacjach (zwykle potrafi zapytać o drogę, zamówić coś w restauracji, porozmawiać o pogodzie). Wtedy też dopiero zaczyna wykorzystywać w praktyce zdobywaną wiedzę.
Po roku początkujący lingwista umie już porozumieć się w większości prostych spraw codziennych. Po trzech semestrach zaczyna używać słownictwa abstrakcyjnego. Oczywiście to wszystko zależy od indywidualnych możliwości - jeden potrafi się dogadać, wykorzystując nawet minimalny zasób słów, ktoś inny czuje barierę językową i nawet po roku nie będzie mówił - chociaż oczywiście dobry lektor powinien robić wszystko, by tę barierę przełamać.
Niektórzy nauczyciele twierdzą nawet, że ucząc się tradycyjnym, wolnym tempem, zdobywa się po tej samej liczbie godzin większy zasób słownictwa, a już na pewno gruntowniej przerabia się gramatykę. Na intensywnych jest większy nacisk na komunikację.
Co mają jednak zrobić osoby, które z powodu okoliczności życiowych muszą jak najszybciej zacząć mówić w obcym języku? Tacy uczniowie nie mają wyboru, muszą zdecydować się na kurs intensywny.
Kursy intensywne wybierają najczęściej osoby w między 24. a 35. rokiem życia, które szukają nowej, lepiej płatnej pracy, chcą poprawić swoje kwalifikacje - zaobserwowała Jolanta Badowska z TWP. No i nic dziwnego - takie osoby liczą się z tym, że trzeba poświęcić pewną ilość czasu i pieniędzy, traktują to jako inwestycję, która im się kiedyś zwróci. - Na kursy tradycyjne zapisują się często osoby w tym samym przedziale wiekowym, ale mające już rodziny, jedno lub dwoje dzieci, i zarabiające mniej pieniędzy. Także młodzież licealna, która jest na utrzymaniu rodziców - dodaje lektorka.
treść pochodzi z serwisy.gazeta.pl